1 sierpnia, poniedziałek

1 sierpnia 2016

Od jutra spędzam czas prawie po swojemu. Będę ja, Adi, karpie i chmurki. Tyle spacerów przed nami, tyle nerwowych przeczesywań włosów. Tak naprawdę to czekam na to już od ponad miesiąca. Pewnie szybko się znów nie zobaczymy – chce wykorzystać ten czas najlepiej ja umiem.

Nie mam kompletnie nic innego do powiedzenia. Jestem tym dość przejęta i jednocześnie przestraszona tym że zawalę. Chcę poczuć się jak księżniczka, a jednocześnie mam świadomość, że jestem tylko żebraczką. Boję się, że prawda wyjdzie na jaw, a ja zostanę w łachmanach oblepiona kurzem.

Z drugiej jednak strony potrafię wymienić co najmniej cztery sytuacje gdy widział mnie na skraju. Trzymał za rękę, pilnował pleców, uspokajał. Czy to coś znaczy? W naszej relacji dużo. Ufam mu bardziej, ale jednocześnie mam świadomość że ma dużą władzę i mógłby mnie bardzo skrzywdzić.

Ostatnio jeśli chodzi o zaufanie jest jednak gorzej. Wszystko przez te chmury na błękitnym niebie. Mam poczucie, że dałam dziecku niebezpieczną broń. Dziecku, które jeszcze nie wie w co się pakuje. Mam za sobą więcej niż on i wiem ile znaczy słowo w takim przypadku. Wszystko. Albo nic.

Jestem w niemałym kłopocie, wiem że to wszystko mogłoby się zdarzyć i beze mnie. Ale skoro ja siedzę w tym głębiej i on musiał w to w końcu wpaść.

Najgorzej, że tak trudno mi komukolwiek ufać w tym temacie. Koperta, potem pudełko, następnie opakowanie. Kawałek, drugi kawałek, cały blotter, kolejne zamówienie. To mnie szczerze dobija. Nie do końca wiem czy jest to dla niego bezpieczne.

Martwię się.

Nanana nana

27 lipca 2016

Pusto mi.

2016-07-26

26 lipca 2016

Niedługo koniec lipca, a ja wciąż nie wiem co się działo przez ten cały czas. Jedna myśl trzyma mnie w tym wszystkim. U. U. U. Powtarzam to sobie, myślę o krwi płynącej w moich żyłach, zaciskam dłonie nerwowo, staram się uspokoić kłębiące się w moim brzuchu emocje.

To wszystko jest takie proste, że aż skomplikowane. Niewiele mnie interesuje, ale tak naprawdę czymże jest moje życie? Śmiechem w pustym lesie. Niczym więcej.

Brzuch mnie boli, znowu się przejadłam,

22 lipca 2016

Nazwał mnie zimną. Królową Śniegu, Lodu. Jak z Narni.

Wszystko do mnie wraca. W żartach, czy też nie, to ma jakieś znaczenie?

Boli jak cholera. Bo przecież staram się i nie jestem pusta w środku – mam w sobie emocje. Może i afekt ograniczony, ale… nie jestem zimna. Staram się nie być. Robię wszystko by nie być. Nie chcę być.

Dlaczego to zawsze się powtarza? Dawid nazywał mnie tak, mówiła tak i pani Anna… Raz diagnoza, raz wyzwisko. I raz Adam. Żart czy też nie? Nie wiem, nie ma to znaczenia. Po prostu boli.

Laboratorium Dextera

21 lipca 2016

No i synu marnotrawny, jest owy sprzęt o którym inka wspominała parę wpisów temu (nie czytałeś? czas nadrobić!). Nie ma jakiegoś wow i przyznaję, że zmienia to jednak mniej niż myślałam. Mam przynajmniej takie poczucie.

Biorąc pod uwagę fakt, że mam już laptopa, zaczęłam się zastanawiać nad napisaniem jakiegoś dłuższego tekstu. Nie chcę mówić, że książki bo to lekka przesada, ale coś w tym formacie. Mam dużo nieubranych w słowa wspomnieć, a jeszcze więcej pomysłów. Nie chcę mówić, że coś z tego będzie bo jeszcze nie jestem pewna, ale taki rys charakteryzuje mi się powoli w głowie. Oczywiście po 30 sekundach pojawił się tryb: ktoś-przeczyta-i-osądzi. Mam z tym problem i może trochę z tego powodu komentowanie jest wyłączone. Wolę uniknąć interakcji.

Oprócz tego od października zaczynają się zajęcia w laboratorium których bardzo pragnę, a jednocześnie nieco się ich obawiam. Nie to, że nie podołam  (Ja? Po tych wszystkich ukradkowych garażowych reakcjach?). Bardziej, chodzi o mój niestabilny stan psychiczny. Mam poczucie, że nawet gdybym była po próbie samobójczej, opadła z sił i chętna do ponownego skończenia ze sobą, to pragnęłabym iść na te laby. Taka to już jestem: chemia w każdej postaci mnie kusi. Podobnie jest z wszelkiego rodzaju dragami. Potrafię czekać na nie (rozsądnie) długo. A jednak gdyby taka sytuacja się zdarzyła (i kolejny raz wyląduję w psychiatryku) to ta możliwość zostanie mi odebrana. Nie zaliczę całego kursu, a w przyszłym roku będzie to już raczej niemożliwe.

Ja wiem, myślenie pozytywne, dlaczego to miałoby się zdarzyć… Problem w tym, że ja jedyna znam swoje myśli. Rok to bardzo długo, szczególnie gdy tyle się dzieje. Martwi mnie to. Szczerze mnie to martwi.

Melancholia – melancholija – melancholilija

20 lipca 2016

Kończąc ten wywód jestem’u: stałam się bardziej przyziemna i nie wiem kiedy to nastąpiło. Nie piszę już wspomnień w ten typowy dla 2014-15 roku sposób. Nie skrobie piórem na nadgarstku ulotnych myśli i rymów, nie czuję potrzeby układania rytmu wedle określonego schematu. Coraz częściej pisze o sobie, a nie o swojej duszy. Czy ona umarła? Do siebie też już nie mówię pięknymi słowami. Panna Zagadka, Herbatka u Szalonego Kapelusznika

Tutaj – jakby coś zamarło.
Tutaj – jakby świat się zatrzymał.
Tutaj – jakby mnie nie było.

Czy to dorosłość, czy zabijam powoli swoją duszę?

Indolencja i technika

20 lipca 2016

Niedługo powinnam mieć laptopa, mam nadzieję, że wszystko wypali. Nie powiem – jestem w jakiś sposób z tego zadowolona, mimo tego, że targają mną jeszcze wątpliwości czy aby na pewno jest mój (takie tam domowe sprawy).

Mam wrażenie, że dzięki temu odnajdę chociaż ułamek swojego miejsca. Czy to dlatego, że jestem materialistką? Otóż nie! Będę miała coś swojego, w swoim pokoju i na swoich warunkach. Nawet nie chodzi o długość korzystania o która podobno mutti z ojcem się kłócą („będziesz przesiadywała całe noce” „nie możesz spędzić całego życia w łóżku”). Pomijam już fakt, że ilość ta drastycznie spada. 

No i w końcu, może będę pisać częściej. Szczerze powiedziawszy o ile do samego sprzętu nie jestem przekonana, to cieszę się, że będzie to coś mojego, własnego. Przynajmniej na jakiś czas.

Jestem trochę chaotyczna, może dlatego, że tak naprawdę nie jest to moja bajka i moje życie. Czuję, że jest to trochę poza mną – takie przyziemne sprawy. Ja jestem ponad to, mogę pisać poezję liryczną, wiersze, sztuki. A nie chłodne sprawozdania (chociaż i je czasami pisuję używając indolencji jako kalendarza).

Ale mimo wszystko, laptop to fajna rzecz ^^

A-n-o-r-e-k-s-j-a

19 lipca 2016

Już wiem o co chodziło z tymi podchodami. Matka uważa że mam
a-n-o-r-e-k-s-j-ę.

Jakby na złość akurat wtedy gdy jem wszystko co mam pod ręką.

Jedzenie, jedzenie, jedzenie. Zawsze chodzi o jedzenie.

Mam dość.

Ale będzie feta

16 lipca 2016

Pamiętaj, kiedy twoja matka pyta cię czy chcesz fetę, ma na myśli ser, a nie amfetaminę.

tagi: , , , , , , , ,

#48.1

16 lipca 2016

Musze być chyba mniej melodramatyczna, bo ktoś jeszcze czytając pomyśli że jestem szalona. Szczerze mówiąc niewiele się zmieniło. Miałam przed chwilą taki zryw – założyć bloga na blogspocie (czy też bloggerze – nie pamiętam która nazwa jest teraz aktualna). Zapisywać moje wypocinki w kwestii żywieniowej. Poczułam jednak że zdradzam indolencję. Kochana moja ty! jesteś ostatnią zaraz po przyjaźni-ze-śmiercią.

Trochę denerwuje mnie to, że nie mogę pisać z telefonu. Trochę? Nawet bardzo! Często mam jakiś obraz w głowie tego, co chciałabym wyrazić (to tak jak z Elą – planuję już wcześniej co powiem) tylko potem to mi umyka i zostaje nudna notka, albo ogólnie jej brak.

Co do planów życiowych to stałam się mniej melancholijna i bardziej zmęczona. Mam wrażenie, że za dużo jem, zapycham się czymkolwiek aby nie myśleć. Byleby się tylko za bardzo nie roztyć. Podobno mi to nie grozi (mam sporą niedowagę) ale zawsze lepiej w dół niż górę. Cóż, ważąc 39 kg czułam się samobójcza ale pełna sił. Ciekawe czy to leki mnie zmieniły, czy może głodówka naprawdę ożywia umysł.

Niektóre rzeczy na mnie strasznie wiszą, ale chyba dlatego, że mam skłonność do kupowania za dużych ubrań. Lepiej się w nich czuję – przytulnie, jak pod kołderką albo kocykiem. Tylko w spodnie wciskam ciężko mój tyłeczek.

A skoro mowa już o odchudzaniu indolencji, to wolałabym być płaska jak dziecko z obydwu stron. To ta moja lękliwa część mówi stop byciu kobietą. Stop obrzydliwym wypukłością, stop krwawieniu. Masz być twardzielką i kontrolować w pełni swoje ciało.

Anoreksja daje – może złudne, jak powiada Ela – poczucie kontroli, a tego mi potrzeba. Często powtarzam, że gdybym miała wybierać, to wybór padłby na anę. Jest tak skomplikowana że aż prosta. Problem w tym, że nie można wybierać.