8 stycznia 2017

Chcę umrzeć.

Kiedy rodzisz się…

3 stycznia 2017

Znów powracam do wielu rzeczy które były. Czytam wiersze. Przewracam się z boku na bok. Powtarzam nudne formułki. Milczę.

Nie mam ochoty wspominać o tym co się stało ostatnimi czasy, ale dla własnej wygody napiszę:
Indolencjo! 31 grudnia 2016 – 1 stycznia 2017, to jest właśnie ten czas, gdy straciłaś nadzieję całkowicie. 

Nie mam zbyt wiele do dodania. Sączy się ze mnie delikatnym strumieniem krew. Wypływa ze mnie całe to zmieszanie i zmęczenie.

Już nie potrafię pisać przez godzinę. Myśleć o każdym słowie jak geście. Wszystko to gdzieś uleciało.

Waga: 44.9-45kg
BMI: 15.94

I love a lie?

21 grudnia 2016

Cześć. Dawno mnie tu nie było. Nie oznacza to, że nie myślałam o indolencji. Wręcz przeciwnie.

Jestem w nieco depresyjnym nastroju. Właściwie to nie jest aż tak znaczące. Ale jednak o tym wspominam.

Moja waga waha się między 45, a 46,2 kg. Z jakiegoś powodu chcę o tym wspomnieć.

Do moich urodzin zostały trzy miesiące i dwa tygodnie. Dużo, mało? Sama nie wiem. Z jednej strony to dla mnie długo wyczekiwane, a z drugiej napawa mnie jakąś ilością lęku. Czeka mnie wiele pracy, wyrzeczeń i poświęceń. Ale chcę tego. Tylko nie wiem czy sobie poradzę.

Cóż. Ja i Adam razem. Czy jestem na to gotowa? Czy to oznaczać będzie że jesteśmy sobie przeznaczeni na zawsze? Dlaczego to mnie przeraża? Chcę być zaborcza a jednocześnie boję się zaborczości z drugiej strony. Coś się we mnie buntuje. Jestem wolna. Wolna. Wol-na.

Nabijam znów Breaking Bad, piszę sprawozdania na Politechnikę, bawię się w Small Basic. Nic szczególnego. Jakoś płynie.

Wolniej.

Szybciej.

I tak wszyscy umrzemy.

Dobranoc.

#1

2 grudnia 2016

H

Wielkie powroty – czyżby koniec leczenia zamkniętego?

27 listopada 2016

Wróciłam. Jakiś czas temu. Dwa tygodnie. Cóż. Nie odzywałam się. Nie miałam ochoty. Wciąż nie mam. To znaczy do powiedzenia mam wiele, ale z samym mówieniem (pisaniem) gorzej.

Znów dragi-niedragi, leki-nieleki. Benzodiazepiny. Za dużo. Pomieszanie. Utrata pamięci. Tyle. To powód mojej nieobecności. Potem zatrzymali mnie bardziej z mojej prośby niż oczywistej potrzeby. Mimo self-harmu przecież nie chciałam się zabić. Brak zagrożenia życia?

Ludzie, tyle się dzieje. Mam plany. wreszcie jakieś realne plany. Jest źle, ale bywało gorzej. Trochę nie radzę sobie z nauką ale mam nadzieję wszystko jeszcze nadrobić.

Psychiatryk

12 listopada 2016

Mija już 7 tygodni. Odstawiłam T. Jest ok. To moja pierwsza przepustka a czuję że nie chcę wracać.

Tęskniłam za moją kicią. Śpi na moim brzuchu gdy ja wygrzewam się pod kołdrą.

Moja druga kicia jest daleko. Pewnie jeszcze nie wstała. Rozmawiamy. Mamy wspólne plany, bardzo już realne. Wszystko będzie dobrze.

O 16 muszę wyjechać. Zrobić jeszcze zakupy. Nie na długo jeszcze tam zostanę. Tydzień, może dwa. Zobaczymy w poniedziałek.

Nic więcej. To co się stało, dlaczego jestem tam po raz trzeci… To wszystko przeszłość. Życie toczy się dalej.

Poniżej 300, 476

24 września 2016

Kim jestem? Patrząc na siebie przed pryzmat zaburzeń jestem depresyjną, zakompleksioną, obsesyjno-kompulsywną dziewczyną, która nie wie gdzie jest jej miejsce na ziemi. Według niektórych, jestem również narkomanką. Według innych, tylko osobowością schizoidalna i to czyni mnie nieszczęśliwą. Wszystko to, wraz ze skłonnościami do jadłowstrętu, czyni moją historię choroby taką, jaka jest. Ciągłe wzloty i upadki, chwile gdy nihilizm bierze górę nad częścią mnie, która ma jakieś plany…

Ostatnio coraz częściej myślę o Złotym Strzale. To takie proste, mogę mieć środki już w tym momencie… Czy jest coś co mnie powstrzymuje? Muszę tylko znaleźć odpowiednią dawkę. Nadwyżkę można przedtem wykorzystać. Nic się nie zmarnuje. Do tego cis, alkohol, papieros… Tak sobie to wyobrażam.

Czy można powiedzieć że koniec jest już blisko? Często o tym myślę. Za często. Chcę skończyć książkę którą dostałam zanim będzie za późno. Podobno ma mi ona pomóc w przezwyciężeniu tragizmu życia. Nie za bardzo w to wierzę. To wszystko jest we mnie, głęboko w mojej duszy. Czy życie będzie wieczne, czy skończy się czymś więcej, czy potem będzie tylko pustka… Dla mnie i tak nie ma to sensu. Nie znajduję nic, co mogłoby sprawić bym była szczęśliwa. Nawet codzienne życie w zgodzie ze sobą rysuje mi się w czarnych barwach.

Kończę się po raz kolejny.

20 września 2016

Spadam.

Spadam.

Spadam

tagi:

O odchodzeniu

18 września 2016

Jestem samobójcza. Samobójcza jestem.

Mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Głęboko. Obszernie. Głęboko. Więcej, i więcej, i więcej. Jestem chora na wszystko, kochana.

Jeszcze dzień nie minął, a już wiem. Ciach. Ciach. Robimy wyliczankę. Uda, ręce, brzuszek, łydki… Wszystko razem czy osobno. Ciach. Ciach.

Ciach.

Jak wiele, indolencjo, jest w tobie siły by tego nie robić?

300-482

15 września 2016

Z tymi studiami Adama to była nieciekawa sytuacja. Dostał się, nie dostał się… No ale nic, to co się namartwiłam to już jest moje.

Ela ma miesięczny urlop. Zły moment, zła chwila, ale co poradzę. Palę po 2 dziennie, chociaż obiecałam sobie że będę po razie. Dziś byłam na piwie (nie wliczam), jutro najprawdopodobnie chmurzaste D. A co dalej? Mam plany, wracam do trybu samotnika.

Żałuję że go w to wprowadziłam. Paradoksalnie zachowuje się bardziej nieodpowiedzialnie niż ja. Nie chcę żeby miał kłopoty. Z – pośrednio – mojego powodu.

Dostałam od niego cudowną książkę. Tragizm. Nihilizm. Homer. Widzę że się stara i doceniam to. Tylko co dalej? Jesteśmy „my” czy tylko „on i ja”? Boję się tego chociaż już było całkiem dobrze.

Czas pokaże.