Poniżej 300, 476

24 września 2016

Kim jestem? Patrząc na siebie przed pryzmat zaburzeń jestem depresyjną, zakompleksioną, obsesyjno-kompulsywną dziewczyną, która nie wie gdzie jest jej miejsce na ziemi. Według niektórych, jestem również narkomanką. Według innych, tylko osobowością schizoidalna i to czyni mnie nieszczęśliwą. Wszystko to, wraz ze skłonnościami do jadłowstrętu, czyni moją historię choroby taką, jaka jest. Ciągłe wzloty i upadki, chwile gdy nihilizm bierze górę nad częścią mnie, która ma jakieś plany…

Ostatnio coraz częściej myślę o Złotym Strzale. To takie proste, mogę mieć środki już w tym momencie… Czy jest coś co mnie powstrzymuje? Muszę tylko znaleźć odpowiednią dawkę. Nadwyżkę można przedtem wykorzystać. Nic się nie zmarnuje. Do tego cis, alkohol, papieros… Tak sobie to wyobrażam.

Czy można powiedzieć że koniec jest już blisko? Często o tym myślę. Za często. Chcę skończyć książkę którą dostałam zanim będzie za późno. Podobno ma mi ona pomóc w przezwyciężeniu tragizmu życia. Nie za bardzo w to wierzę. To wszystko jest we mnie, głęboko w mojej duszy. Czy życie będzie wieczne, czy skończy się czymś więcej, czy potem będzie tylko pustka… Dla mnie i tak nie ma to sensu. Nie znajduję nic, co mogłoby sprawić bym była szczęśliwa. Nawet codzienne życie w zgodzie ze sobą rysuje mi się w czarnych barwach.

Kończę się po raz kolejny.

20 września 2016

Spadam.

Spadam.

Spadam

tagi:

O odchodzeniu

18 września 2016

Jestem samobójcza. Samobójcza jestem.

Mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Głęboko. Obszernie. Głęboko. Więcej, i więcej, i więcej. Jestem chora na wszystko, kochana.

Jeszcze dzień nie minął, a już wiem. Ciach. Ciach. Robimy wyliczankę. Uda, ręce, brzuszek, łydki… Wszystko razem czy osobno. Ciach. Ciach.

Ciach.

Jak wiele, indolencjo, jest w tobie siły by tego nie robić?

300-482

15 września 2016

Z tymi studiami Adama to była nieciekawa sytuacja. Dostał się, nie dostał się… No ale nic, to co się namartwiłam to już jest moje.

Ela ma miesięczny urlop. Zły moment, zła chwila, ale co poradzę. Palę po 2 dziennie, chociaż obiecałam sobie że będę po razie. Dziś byłam na piwie (nie wliczam), jutro najprawdopodobnie chmurzaste D. A co dalej? Mam plany, wracam do trybu samotnika.

Żałuję że go w to wprowadziłam. Paradoksalnie zachowuje się bardziej nieodpowiedzialnie niż ja. Nie chcę żeby miał kłopoty. Z – pośrednio – mojego powodu.

Dostałam od niego cudowną książkę. Tragizm. Nihilizm. Homer. Widzę że się stara i doceniam to. Tylko co dalej? Jesteśmy „my” czy tylko „on i ja”? Boję się tego chociaż już było całkiem dobrze.

Czas pokaże.

Jeszcze dzień nie minął…

11 września 2016

Jak łatwo się domyślić jest ze mną już dobrze. Nie odczułam na zdrowiu żadnych skutków ubocznych, pomijając pobolewania serca w pierwszym tygodniu po.

Zaczął się rok szkolny. Niby daję sobie radę a jednak wykańcza mnie to wszystko. Nie nawykłam do tak dużej ilości materiału, bo nawet jak był to nie z zajęć na zajęcia (co w tym przypadku oznacza dnia na dzień).

Co do wnętrza… Wraca niepokój. Wracają nasilone lęki. Biorę tyle leków co nigdy przedtem. I martwię się. Czuję ból gdy myślę.

Adam pracuje, wraca zmęczony do domu, a ja… Pisałam ostatnio że między nami jest lepiej… Dlaczego teraz nie jestem już tego taka pewna? To wczoraj, wczorajszy wieczór. Gdy minął dzień spędzony razem wszystko było dobrze. Potem przyszły wątpliwości.  Przyszły nie nagle. Przyszły w konsekwencji tego co czułam.

Głównie jak zwykle chodzi o przeszłość.  To co było kiedyś. Straciłam pewność że to co kiedyś było kłamstwem teraz jest prawdą. I ten lekki ton, gdy mowa o czymś tak istotnym… A może jednak nie? Dlaczego kiedyś zgadzałam się na wszystko,  mimo uczuć jakie między nami były? To moja naiwność czy chęć bycia akceptowana?

W tym wszystkim najgorsze jest to, że dzieje się to w tym momencie. Gdy jestem sama i nie mam siły by sobie z tym poradzić.

Zostawiam to na razie. Nie będę o tym myśleć.  Chce oszukiwać się że jest tak jak dwa dni temu.

3 września, sobota

3 września 2016

Wracam. Nie było mnie z powodu przedawkowania. Śmieszne, co? Zatrzymanie akcji serca, pogotowie, naloxen… Już miesiąc prawie mija, a mnie to wciąż nie dobija. Tylko konsekwencje bolą. I fakt, że to Adam musiał trzymać moje zimne zwłoki. Przysparzam mu wielu problemów.

Ale są też pozytywy. Zacieśniło to jeszcze nasze więzy. Jesteśmy silniejsi. Razem możemy dokonać więcej. Razem.

1 sierpnia, poniedziałek

1 sierpnia 2016

Od jutra spędzam czas prawie po swojemu. Będę ja, Adi, karpie i chmurki. Tyle spacerów przed nami, tyle nerwowych przeczesywań włosów. Tak naprawdę to czekam na to już od ponad miesiąca. Pewnie szybko się znów nie zobaczymy – chce wykorzystać ten czas najlepiej ja umiem.

Nie mam kompletnie nic innego do powiedzenia. Jestem tym dość przejęta i jednocześnie przestraszona tym że zawalę. Chcę poczuć się jak księżniczka, a jednocześnie mam świadomość, że jestem tylko żebraczką. Boję się, że prawda wyjdzie na jaw, a ja zostanę w łachmanach oblepiona kurzem.

Z drugiej jednak strony potrafię wymienić co najmniej cztery sytuacje gdy widział mnie na skraju. Trzymał za rękę, pilnował pleców, uspokajał. Czy to coś znaczy? W naszej relacji dużo. Ufam mu bardziej, ale jednocześnie mam świadomość że ma dużą władzę i mógłby mnie bardzo skrzywdzić.

Ostatnio jeśli chodzi o zaufanie jest jednak gorzej. Wszystko przez te chmury na błękitnym niebie. Mam poczucie, że dałam dziecku niebezpieczną broń. Dziecku, które jeszcze nie wie w co się pakuje. Mam za sobą więcej niż on i wiem ile znaczy słowo w takim przypadku. Wszystko. Albo nic.

Jestem w niemałym kłopocie, wiem że to wszystko mogłoby się zdarzyć i beze mnie. Ale skoro ja siedzę w tym głębiej i on musiał w to w końcu wpaść.

Najgorzej, że tak trudno mi komukolwiek ufać w tym temacie. Koperta, potem pudełko, następnie opakowanie. Kawałek, drugi kawałek, cały blotter, kolejne zamówienie. To mnie szczerze dobija. Nie do końca wiem czy jest to dla niego bezpieczne.

Martwię się.

Nanana nana

27 lipca 2016

Pusto mi.

2016-07-26

26 lipca 2016

Niedługo koniec lipca, a ja wciąż nie wiem co się działo przez ten cały czas. Jedna myśl trzyma mnie w tym wszystkim. U. U. U. Powtarzam to sobie, myślę o krwi płynącej w moich żyłach, zaciskam dłonie nerwowo, staram się uspokoić kłębiące się w moim brzuchu emocje.

To wszystko jest takie proste, że aż skomplikowane. Niewiele mnie interesuje, ale tak naprawdę czymże jest moje życie? Śmiechem w pustym lesie. Niczym więcej.

Brzuch mnie boli, znowu się przejadłam,

22 lipca 2016

Nazwał mnie zimną. Królową Śniegu, Lodu. Jak z Narni.

Wszystko do mnie wraca. W żartach, czy też nie, to ma jakieś znaczenie?

Boli jak cholera. Bo przecież staram się i nie jestem pusta w środku – mam w sobie emocje. Może i afekt ograniczony, ale… nie jestem zimna. Staram się nie być. Robię wszystko by nie być. Nie chcę być.

Dlaczego to zawsze się powtarza? Dawid nazywał mnie tak, mówiła tak i pani Anna… Raz diagnoza, raz wyzwisko. I raz Adam. Żart czy też nie? Nie wiem, nie ma to znaczenia. Po prostu boli.