balans

20 kwietnia 2017

Będąc w tym miejscu życia, w którym jestem czuję znacząco jak bardzo się zmieniałam na przestrzeni lat. Z chmurnej i smutnej dziewczyny wyrosłam na prawdziwie dorosłą kobietę. Zawsze byłam poważna, ale dopiero teraz inni traktują moją powagę na serio. Gdy byłam mała – chwalili mnie za samodzielność i dojrzałość (do której mnie zmuszono, mówiąc szczerze). Teraz krytykują ją, jakbym nagle przestała mieć do niej prawo.
O dziwo: gdy byłam tą zabiedzoną i niepewną siebie dziewczyną, która posłusznie chodziła do kościoła, bała się ludzi i wiecznie milczała, wszyscy mówili „Dziecko idealne, tylko czemu taka smutna?”. Teraz, gdy na mojej twarzy częściej gości uśmiech, nie wstydzę się chodzić prosto, patrzyć ludziom głęboko w oczy i wyrażać otwarcie tego co myślę, słyszę „Nie rozumiesz że nas krzywdzisz swoją niezależnością?”.
Sęk w tym, że to „dziecko idealne” to nie byłam ja. Była to chora dziewczynka, która musiała stać się kobietą zbyt szybko. Dziewczynka, którą wszyscy klepali po główce jak pieska salonowego, a nikt nie widział że ona cierpi. I nie chcę tu odwoływać się do niczyich emocji. Pewne rzeczy po prostu nie powinny się stać i jest to fakt. Nie szukam winnego. Wiem, że jedną z ofiar jestem ja.
Dużo czasu mnie kosztowało, by dojść po tym wszystkim do miejsca w którym jestem i nie mam zamiaru tu opisywać roku jaki spędziłam na oddziałach zamkniętych czy żadnych sytuacji z którymi musiałam się zmierzyć.

To nie jest koniec mojej walki o siebie i to jest główną myślą którą chcę przekazać tym wpisem. Nie mam zamiaru przestawać się zmieniać, bo widzę jak niesamowicie dodaje mi to sił i energii. Mogę wreszcie otwarcie powiedzieć: mimo tego co się stało i co może się jeszcze stać – chcę żyć.

d-a-n-d-e-l-i-o-n

20 kwietnia 2017

dandelion

xxSexx

14 kwietnia 2017

Seks jest beznadziejny. Ja jestem beznadziejna. Wszystko jest beznadziejne. Libido spadło mi do minimum. A to wszytko jest takie… sztuczne. Mam coraz większe problemy jeśli o to chodzi, znów. Codzienność czy wymówki? Nie wiem. Ale tak okropnie źle się z tym czuję.

Znowu mam poczucie winy gdy odmawiam.

Ale zasłużyłam.

T-t-take me.

3 kwietnia 2017

My lover’s got humour
She’s the giggle at a funeral
Knows everybody’s disapproval
I should’ve worshipped her sooner [...]

Take me to church
I’ll worship like a dog at the shrine of your lies
I’ll tell you my sins so you can sharpen your knife
Offer me that deathless death
Good God, let me give you my life…

1 kwietnia – wcale nie prymaaprylisowo

1 kwietnia 2017

Bo my za poważni jesteśmy żeby śmieszkować. My, bo teraz jesteśmy już razem.

a-t-l-a-s-h-r-u-g-g-e-d

28 marca 2017

hi

Przeklinam cię

27 marca 2017

Moja matka po raz kolejny nazwała mnie Królową Lodu. Dlaczego? Bo powiedziałam, że nie będę jej kochać za brak wartości. No, może nie do końca tak powiedziałam, ale taki był sens – chyba nie zrozumiałaby dokładnie, gdybym użyła takich słów. Swoją drogą, to było nawet satysfakcjonujące. Widzieć szok na jej twarzy. Chyba się tego po mnie nie spodziewała. Teraz najwyraźniej strajkuje kontynuując niemyślenie, bo na moje pytania odpowiada „nie wiem”. Pozostaje tylko litość. Biedni ci ludzie, których nie stać na chwilę zastanowienia

Dzisiaj zostałam w domu, choroba nie wybiera. Rozpaczliwie staram się podleczyć. Do piątku zostały tylko cztery dni. Smarkam w każdą koszulkę jaką mam pod ręką, a jest ich niewiele – większość leży spakowana w torbie podróżnej. Uh, nawet jakbym nie chciała, to muszę coś przemycić do tego wpisu.

Co do frustracji w związku z nie-myśleniem to powoli mi przechodzi. Chill out’uję. Oddaję się nie-myśleniu xd

24 marca 2017

Za równo tydzień, o tej godzinie będę już w domu.

22 lutego 2017

Akurat teraz, gdy potrzebuję KOGOKOLWIEK, jestem sama.

Porcelanowa ja.

21 lutego 2017

Znalazłam nowe miejsce do pisania. Tu jest bardziej poetycko – tam codziennie. Nie oznacza to, że zostawiam indolencję. Po prostu chcę, by pozostała bardziej osobista. To pamiętnik mojej choroby i dążenia do bycia produktywną i niezależną. Na zawsze nim pozostanie.

Z Adim nie rozmawiam od jakichś dwóch dni. Chyba nie chcę się narzucać. Sporo śpię, więc nie doskwiera mi za bardzo jego nieobecność. Ale jest z tyłu głowy taka myśl – już nie spędzamy razem tyle czasu co kiedyś. Wiem że pracuje, ma dużo zajęć. Ale chciałabym czasem usłyszeć coś więcej od niego. Porozmawiać o filozofii, dokończyć zagadnienia chemiczne które rozpoczęliśmy. Wiem jednak, że na razie to niemożliwe. Cóż, to się chyba nazywa dorosłość. Wiem, że będzie jeszcze sporo okazji ku temu, więc nie załamuje się.

Dziś przyszły książki które zamówiłam – wszystkie trzy. Cudownie, prawda? Dwie dla Adiego (mój prezent dla niego) i jedna dla mnie. Wspaniały początek. To trochę tak, jakbyśmy zaczynali budować coś razem. Bo chociaż na razie te książki będą u niego, to wiem że w jakiś sposób są wspólne. Budujemy naszą przyszłość. Śmieszne, ale tak właśnie uważam.