11 sierpnia

11 sierpnia 2017

Wszystko się zmieniło czy czuję taki brak aktualizacji. Ja i Piotr jesteśmy razem, spotykamy się właściwie codziennie, wynajmuję własny pokój w mieszaniu czyli jestem całkowicie niezależna. Z Adamem rozstaliśmy się. Niezbyt pokojowo, ale to co chore w naszej relacji powoli się stabilizuje. Zyskuje pewność siebie, staram się dbać by nie przelewać całego tego syfu na aktualny związek. Nie udaje mi się to i ponoszę klęskę, ale sama świadomość tego co robię, która przyszła parę dni temu pomaga mi. Chcę by to było zdrowe. Świadomie. Podświadomość mnie podkopuje, ale powinnam z nią walczyć.

Dragi przewijają się częściej niż kiedykolwiek indziej. Dzisiaj pierwszy raz z koką, doprawione oksy. Ale staram się robić dłuższe przerwy, chociaż skręty są ciężkie. Wpadłam trochę za głęboko i muszę nauczyć się z tym radzić. Kiedy myślę o tym wszystkim to widzę jak wiele kiedyś siły miałam. To trwa przecież od ponad czterech lat. Pierwszy hel, mst, oxy… Gdzie te czasy gdy pierwszy raz stałam pod apteką by kupić paczkę kodeiny? To było jakby w innym życiu. Miliardy lat temu.

Dorosłam przez te kilka miesięcy od wyprowadzki. Stałam się kobietą, która stara się być niezależna i silna. Wciąż mam wiele z dziecka, ale już nie mogę pozwolić sobie na płacz w ciemnym pokoju. Muszę pracować, zapłacić czynsz.

Piotr jest porządnym chłopcem. Poznaliśmy się 2 kwietnia na Wyspie Słodowej. Pamiętam jak wczoraj jego ciemne włosy i lekko zamglony wzrok. Pamiętam to wrażenie, późniejsze spotkanie w maju, igłę którą wbijał w przedramię. Każdy kolejny uśmiech, pierwszy pocałunek który mnie przeraził.

Nie wiem czy zdradziłam Adama. Chyba tak, ale wszyscy to chyba ignorują. Pewnie dlatego, że już dawno między nami było tylko wspólne mieszkanie. Za dużo było krzywdy. Pamiętam ten ostatni seks… Jak bardzo płakałam, czułam się skrzywdzona i potraktowana jak szmata. Nie chcę więcej na to pozwalać. Nie chcę więcej czuć się tak zmieszana z błotem. Wiem, że nie chciał. Wiem że po prostu bardzo mnie kochał i nie potrafił nad tym zaplanować. Ale kiedy myślę o tych wszystkich sytuacjach, gdy wychodził a ja leżałam w łóżku usiłując tłumić łzy. I pocieszałam go, że przecież nie chciał zrobić mi krzywdy, jednocześnie tłumiąc łzy i starając się zahamować falę bólu promieniującą z moich ud i ramion.

Nie było źle.  Było między nami pięknie. Byliśmy przecież szczęśliwi. Ale to był zły moment, każde z nas było chore. I to na tym psychicznym niedojebaniu opierała się nasza relacja. Na wizytach w szpitalu, lekach, stanach lękowych, depresji. Dwie chore osoby nie mogą stworzyć czegoś zdrowego.

Teraz muszę walczyć by się to nie powtórzyło. By stłamsić swoją potrzebę bycia krzywdzoną i nie zmuszać do tego Piotra.

Komentowanie zostało wyłączone.