Notatki z przeszłości

26 lipca 2017

23 marca
Testowałam już kilka alternatyw, ale to chyba najwyższa pora by w tym wszystkim znaleźć miejsce dla siebie. Nie podporządkowuje temu całego swojego życia, nie mogę tego nawet nazwać aspektem determinującym. Po prostu gdzieś w tyle to istnieje. Nie chcę trzymać się schematów. Nie obowiązują tu żadne zasady. To właśnie będzie tworzyć całość. To, czy zechcesz być jej aspektem jest Twoją decyzją.

24 marca
Wczorajszy dzień zaliczam do całkiem udanych. A. odebrał mnie z dworca (nawet wiedział który peron – sic!), przeszliśmy się chwilę i pojechaliśmy do niego nas. Później praktycznie do 14 barłożyliśmy się w łóżku. Nie tak całkiem bezcelowo, choć produktywne to zdecydowanie nie było.

W roku 2013 miałam jadłowstręt (krótko mówiąc – po prostu nie jadłam w ogóle). Po trzymiesięcznej hospitalizacji przytyłam nieco, by rok później dojść do swojej najniższej wagi. Chociaż broniłam się przed tym, na przełomie 2014-15 przytyłam 10kg, głównie na słodyczach które przynoszono mi do szpitala (kolejna hospitalizacja). Po wyjściu do domu przestałam jeść, tym razem świadomie. To był chyba okres w którym najczęściej myślałam o jedzeniu. Moja dieta składała się głównie z owoców, warzyw i czasem nabiału. Chudłam, ale we wrześniu zeszłego roku znowu trafiłam do szpitala, przez co z 41kg wróciłam do 47kg. Od grudnia powoli spadam w dół z kilogramami.

27 marca
Ludzie nie myślą. Wywołuje to we mnie złość. Szczerą i czystą złość. Bo muszę żyć w tym społeczeństwie. Będą się w nim wychowywać moje dzieci. Wszyscy za to płacimy tracąc swój czas, wysiłek i potencjał. Moja Ela uważa, że to dlatego, że boją się myśleć. Nie chcą zmieniać tego, do czego są przyzwyczajeni. Nie chcą podważać ogólnie przyjętych norm społecznych. Jest mi ich żal.. Ale nie będę się litować. Litość, to najgorsze co można w tym przypadku zrobić.
Moja matka nazwała mnie dziś Królową Lodu. Znowu. Czemu? Bo powiedziałam, że na moją miłość trzeba zasłużyć. Bo nie dam jej komuś kto mnie krzywdzi, nawet jeśli mnie urodził. Bo nie szanuję ludzi którzy świadomie wybierają nie-myślenie. Postępuję zgodnie ze swoim systemem wartości i nie boję się tego. Już nie.

29 marca
Waga lekko spada, nic szczególnego. Mam czas wziąć się za siebie. Przestałam się przejmować tym, co muszę jeszcze załatwić, zrobić. Spakowałam rzeczy, niech leżą do piątku. Teraz poświęcam czas głównie na naukę, by następny weekend mieć wolny (A. planuje jakąś niespodziankę z okazji pierwszych dni mieszkania razem).

1 kwietnia
Leżymy w łóżku. A. lekko podchrapuje. Jego herbata stygnie na półce. Tak wygląda nasz pierwszy poranek razem.
Wczoraj dostałam największe jajko-niespodziankę jaką w życiu widziałam. Koło godziny 23 przeszliśmy się do sklepu i wylądowaliśmy z pizzą (8 minutek w piekarniku i jak nowa) oglądając film. Tak trochę po studencku, z laptopem na krześle i sokiem w kubkach, ale nie mogło być lepiej.
W nocy jak zwykle okazało się, że jest dużo ciekawszych rzeczy niż spanie, na przykład prawo wyłączonego środka czy fotorespiracja.
I tyle. Jestem w domu.

6 kwietnia
Wpadłam w wir pracy, nauki i nowego życia. Wszystko się powoli stabilizuje, a ja mam coraz więcej sił by wpisać dietę do swoich długoterminowych planów.

12 kwietnia
Właśnie wróciłam z rozmowy kwalifikacyjnej (pobiegłam na nią praktycznie prosto z dworca), dzisiaj muszę jeszcze iść odebrać ubrania, a jutro ponad 8 godzin szkolenia. Prawdopodobnie pojutrze już pójdę normalnie do pracy. Jeszcze tyle nauki, sprawozdania z laboratorium i przydałoby się trochę odpocząć. Musiałam trochę zainwestować. Zobaczymy jak to będzie.

13 kwietnia
Tak naprawdę łączę w sobie powagę i takie dziecko. Zachwycam się kotem wyglądającym przez okno, ale w internecie raczej mnie one nie interesują. Prowadzę ciężkie dyskusje o filozofii ale gdy zaczyna mnie to nużyć przytulam się do pluszaka i leżę w łóżku marząc. W księgarni z działu o polityce czy fizyce kwantowej przechodzę do kolorowanek. Jest to dla mnie stuprocentowo naturalne, to cała ja.

17 kwietnia
Skończyło się to tak, że jestem chora i odpoczywałam w domu. Do pracy nie idę (głupia sprawa – moja wina). Zważyłam się (w dwóch swetrach, koszuli, spodniach, po jedzeniu i z okresem), wyszło 46kg, także spokojnie licząc waga rzeczywista wynosi 43,5kg.
Takie tam, święta ateistów. Bez szału. Odsypiamy.

18 kwietnia
Wczoraj koło 13 pojechaliśmy do ojca A. Drinków wypiliśmy sporo (po jakieś 350ml wódki na głowę co najmniej). Potem jeszcze po piwie, ze dwie paczki papierosów na trzy osoby i parę buchów innych rzeczy. O pierwszej w nocy stwierdziliśmy że jednak nie wracamy do domu i walnęliśmy się na kanapę w jednym z pokoi.
To była ciężka noc. Ostatnio było trudno między nami. Ja naciskałam żeby On jednak pracował w dzień skoro ma taką możliwość, złościłam się że od 2 tygodni nie dorobił kluczy, nie umówił się do lekarza, czy też ścieraliśmy się w kwestiach obowiązków domowych. Popłakaliśmy troszkę, wyjaśniliśmy wiele rzeczy.

26 kwietnia
W niedziele nie spaliśmy –  rozmawialiśmy. Było bardzo spokojnie, rano nie musiałam wstawać bo darowałam sobie szkołę. Około 6:30 zerwał się jednak z łóżka. Dostaw powera, sprzątał i ustawiał wszystko co do milimetra. Dwie godziny później pojawił się Sukinsyn. Wparował bez słowa, zapytał kim jestem i co tu robię. Krzyczał. Obydwoje się popłakaliśmy. Całą drogę ignorowałam wszystko wyglądając przez okno. Poszłam do kościoła, gapiąc się bezmyślnie na księdza. Co ja tam w ogóle robiłam? Ręce zaczęły mi drgać, gardło zacisnęło się. Na karku poczułam delikatne mrowienie, które przeszło w muskanie promieniujące wzdłuż kręgosłupa, potem na łopatki. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy przesłaniające wszystko. Złapałam go za rąbek kurtki i poprosiłam o chusteczkę. Obojętnym głosem wpatrzonym w ścianę powiedział że nie ma. Wyszłam. Biegłam przed siebie przez cały cmentarz, potem wzdłuż muru. Usiadłam na ziemi.
Przeżywam to że od paru tygodni nie miałam ataku paniki, a tu nagle pojawił się. Okazuje się więc, że nie jest ze mną tak cudownie jak myślałam. Wciąż jestem chora i wciąż może się to zdarzyć. To mnie przeraża. Każdy dźwięk sprawia, że muszę analizować: Dzieje się to naprawdę, czy po prostu znowu mam schizę?

5 maja
Jestem osobą, która ma dużą potrzebę kontroli i porządku w życiu. A. czasami się ze mnie śmieje, że włącza mi się OCD. Rzeczywiście był okres w moim życiu, gdy było to uciążliwe. Po jakimś czasie nauczyłam się, jak przekuć to w sukces – zaczęłam prowadzić kreatywny kalendarz, robić listy to do, wypisywać tabelki, budżety. Bardzo skupiam się na tym co robię i to dla mnie jakiegoś rodzaju odstresywacz. Odkąd wyprowadziłam się od rodziców, dotyczy to też bałaganu – zaczęłam lubić uporządkowane (ale nie pedantyczne!) przestrzenie. Wolę książki poukładane tematycznie, ubrania według długości rękawa, czy pościelone łóżko zamiast artystycznego nieładu.

28 maja
Inni zwracają uwagę na to, jak bardzo wychudłam. Dla mnie jest całkiem ok.

Komentowanie zostało wyłączone.